Bum Bum Rurki ® | Boomwhackers ® | Rekord Guinnessa
1123
page-template-default,page,page-id-1123,ajax_updown_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Rekord Guinnessa

 

W zeszłym roku wygrałem dwa bilety na mecz Ligi Mistrzów.

Ot, wszedłem zmęczony do marketu i przy półce z dezodorantami zaatakowała mnie hostessa „perfumą Adidasa”.
Zapytała co sądzę o zapachu jednak od razu poinformowała, że jak zakupię dowolny produkt to będę mógł napisać odpowiedź na jedno pytanie i wygrać bilety na Ligę Mistrzów.

Moja młodsza córka gra w piłkę nożną od kilku lat więc pomimo ogromnego zmęczenia postanowiłem wykrzesać ostatnie resztki kreatywności i przystąpiłem do konkursu.

Pytanie brzmiało: Co wnosi ze sobą piłkarz na boisko podczas meczu?

Dla mnie w tamtym momencie to pytanie było niczym zderzenie z ciężarówką – roztrzaskało ostatnie chęci jakie w sobie posiadałem.
Zacząłem wręcz błagać panią żeby zdjęła ze mnie ciężar wymyślania odpowiedzi i pozwoliła się oddalić.

Niestety ona tylko uśmiechała się milcząc.

Nie pamiętam dokładnie odpowiedzi ale zacząłem od liczb:
1000000 okrzyków, 1000000 uśmiechów, 1000000 zapachów, itd, itd”

W zażenowaniu opuszczałem market, w myślach wyzywając sam siebie za infantylną, prostacką odpowiedź i brak kreatywności.
„Zaprzepaściłem taką szansę..” – myślałem.

Po dwóch miesiącach oddzwoniłem na nieodebrany telefon i pani uroczyście oznajmiła, że wygrałem dwa bilety na finał Ligi Mistrzów w Mediolanie!!
Moja odpowiedź została uznana przez jury za bezkonkurencyjnie najlepszą! (hahahahahhahahahahhahahaha!!)

Jedynym warunkiem było przedstawienie paragonu zakupu. Na szczęście chyba w całej swojej naiwności wsadziłem go do portfela, gdzie oczekiwał jak się okazało na ten moment.

Długo nie otrzymywałem informacji co z biletami aż nagle spadła na mnie kolejna wiadomość:
„Otrzymał pan bilety na mecz Bayern Monachium vs. Juventus Turyn 16 marca, o żadnym finale nie było mowy.”

Patrzę w kalendarz a tam – 40 lecie nadania imienia szkoły, do której jeżdżę co miesiąc na zajęcia, podczas której mam przewidziany występ z dzieciakami.

Załamka.

Na dodatek pani informuje mnie, że musi jechać zwycięzca z osobą towarzyszącą. Zamiana nie wchodzi w grę.

Nagroda staje się utrapieniem.

Zaczynam zamęczać panią z agencji, która jest pośrednikiem w tym całym zamieszaniu.

Ostatecznie podejmuję decyzję, że jadę na Kaszuby i pani musi się postarać by nagrodę mógł przejąć mój brat, który zabierze moją córkę do Monachium.
Dosłownie kilka dni przed wydarzeniem dostaję zielone światło i przesyłam dane brata do zakupu biletów lotniczych.

Uroczystości na Kaszubach są wspaniałe!
Całość jest bardzo dobrze przygotowana, nagłośnieniem zajmuje się młody człowiek, który na prośbę swojej mamy nauczycielki tej szkoły angażuje się w oprawę.

Nie żałuję swojej decyzji gdyż doświadczam nowych i miłych rzeczy. Cieszę się również z tego, że sprawiłem radochę mojemu bratu i córce.

Kilka dni później otrzymuję maila od agencji eventowej z zapytaniem o zakup 700 rurek.
Pytają czy nie chciałbym im jakoś pomóc w pewnym wydarzeniu w ramach promocji rurek.

Po ostatnich, raczej średnich doświadczeniach z korporacjami, odpowiadam, że już grałem z taką ilością osób i nie jestem zainteresowany.

Sytuacja zaczyna się jednak rozwijać w bardzo szybkim tempie.
Okazuje się bowiem, że klient agencji chce wykorzystać rurki do bicia rekordu Guinnessa już za 3 tygodnie.

Wszystko jest prawie gotowe oprócz … osoby, która poprowadzi zespół do celu.

Wstępnie się zgadzam i umawiamy się w Warszawie na spotkanie.

Zgłoszenie mojej osoby jako dyrygenta zostaje wysłane do akceptacji „Guinnessowi”.

Siedząc w restauracji, Michał, odpowiedzialny za przygotowanie tego wydarzenia pyta mnie:
„Wiesz jak do Ciebie trafiliśmy ?”

Oczywiście, że nie miałem pojęcia, choć kilka takich imprez już przecież zrobiliśmy…

„Nasz klient postanowił pobić rekord Guinnessa – kontynuował. Nie wiedział jednak w jakiej kategorii.
Kilka propozycji z Anglii i od nas mu  nie odpowiadały i byliśmy trochę bezradni.
Jadąc w samochodzie prowadziliśmy burzę mózgów.

Wtedy Tomek powiedział: „Słuchajcie, byłem wczoraj u mamy na święcie szkoły.
Był tam taki łysy gościu, który grał z dzieciakami na plastikowych rurkach.  Zobaczycie, to będzie to!”

Szybko odszukaliśmy w internecie i przesłaliśmy klientowi, który nie miał żadnych wątpliwości.
Tego oczekiwał.

I tak oto siedzimy tu i rozmawiamy :)”.

 

Bayern wygrał.
Lewandowski strzelił gola.

Ja strzeliłem rekord ;D